Wycieczki w 2006 r.
Lasy Janowskie - weekend majowy.
To zupełnie coś innego niż
dotychczas. Ogromne połacie starych stawów rybnych ,częściowo
zagospodarowanych,
czasem zdziczałych. Pełno rzeczek ,bagienek
rozlewisk itp. Dobrze ,że byliśmy na początku maja bo nie
było jeszcze
komarów. Jeżdziliśmy po groblach ,piachach
,leśnych uroczyskach. Czasem było trudno ,ale ciekawie.
Taki teren jest w okolicy Malińca.
Póżniej przenieśliśmy się do Mamotów Górnych. Tam teren
był już bardziej
zwyczajny. Zwiedziliśmy Zaklików ,Janów
Lubelski ,Szklarnię ,Uroczysko Kruczek ,Łążek Garncarski ,Ulanów
,
Frampol ,Biłgoraj ,Parytowe Wzgórze.
Leśne drogi czasem piaszczyste i nigdy nie było pewne czy da
się nimi
przejechać. Może trafimy na rzeczkę
a może na nieprzejezdne bagienko ?
Wyprawy na początku maja mają dużo
zalet : brak komarów i mnóstwo kwitnących leśnych kwiatów.
Okolice Olsztyna -wycieczka czerwcowa.
Kwaterę mielismy nad jez. Wulpińskim.
Znowu te same problemy z dostępem do jeziora. Tak jak na
Pojezierzu
Drawskim ,większość terenów w
rękach prywatnych. Zwiedziliśmy tereny pomiędzy Olsztynem ,Gietrzwałdem
a Olsztynkiem. Bardzo ciekawy jest
skansen pod Olsztynkiem. Tereny są mocno pagórkowate i miejsami
jazda
jest dosyć uciążliwa. Tym razem ,zamiast
zawilców i przylaszczek mieliśmy pola kwiatów maków polnych.
Wycieczka zagraniczna trasą Via
Claudia Augusta - koniec lipca
Coś nas podkusiło i pojechaliśmy na
wyprawę rowerową zorganizowaną przez jedno z Warszawskich biur
podróży - z Augsburga do Werony. W
poprzednim roku podobno było znakomicie. Nam się nie udało.
Takiej
prowizorki organizacyjnej ,niedomówień
i bałaganiarstwa dawno nie doświadczyliśmy. Troszkę też
dołożyła się
pogoda. Co noc lało a i w ciągu dnia
też od czasu do czasu. Na szczęście było b. ciepło.
Nocowaliśmy pod namiotami i trudno
było coś wysuszyć. Bagaże jechały samochodami ,a my cały
dzień na ro-
werach. Ale co zobacaylismy to nasze.
Trasa przepiękna. ścieżki rowerowe znakomite ,chociaż czasem
niezbyt
dobrze oznakowane ale za to wspaniałe
góry. Pod góre okropnie sapaliśmy za to pózniej były
parokilometrowe
zjazdy. Czyste rzeki w których można
się było kompać. Malownicze miasteczka w każdym rejonie.
Mnóstwo
zamków i zameczków na wzgórzach.
Niestety trasy były zbyt długie i trudne i nie było czasu aby
to wszystko
dokładnie obejrzeć. Jedna z tras
była tak trudna ,że przez 4 godziny udało nam się przejechać
tylko 20 km.
Pobieżnie udało nam się zwiedzić:
Augsburg ,Landsberg ,Fussen ,Merano ,Bolzano ,Trento ,Gardę i
Weronę.
Trasy mielismy długie :najdłuższa ok.
102 km a najkrótsza ok.70. Tak więc przyjeżdżaliśmy do celu
póznym wie-
czorem i bary i pizzerie były już
pozamykane.
Przez całą drogę ,a zrobilismy ponad
650 km ,nigdzie nie było śmieci ,pomazanych ścian czy
zdewastowanych
ławeczek. Mimo wielu trudów i
niedogodności , była to duża przygoda a wspomnienia są zawsze
lepsze niż
rzeczywistość.