- Wycieczki 2002
Co robiliśmy od kwietnia do października
2002 roku
·
Sezon rowerowy rozpoczęliśmy w kwietniu krótkimi sobotnimi
bądź niedzielnymi wyjazdami w okolice Warszawy.
·
W maju wyrwaliśmy się na 9 dni do Puszczy
Augustowskiej. Zapuściliśmy się również do
wyodrębnionego z niej w 1989 roku Wigierskiego Parku Narodowego.
Cała wyprawa rozpoczęła się w Augustowie, a zakończyła w
Suwałkach. Wieś Płaskie, leżąca w sercu puszczy, to nasza
pierwsza baza. Dzięki takiemu jej położeniu udało się nam
spenetrować co ciekawsze miejsca po obu stronach Kanału
Augustowskiego, a nawet wyprawić daleko na południe, niemal na
obrzeża Biebrzańskiego Parku Narodowego (drogi biegnące na
południe od Kanału Augustowskiego mocno piaszczyste, niezbędna
dobra kondycja i takiż rower). Wieś Danowskie to nasza druga
baza. Pokoje (nad garażem), które tam wynajęliśmy w jednym z
gospodarstw agroturystycznych, zadowoliłyby nas w upalne lato.
Ale blisko było stamtąd do Wigierskiego Parku Narodowego.
Zwiedziliśmy klasztor w Wigrach, objechaliśmy jezioro.
Zapuściliśmy się też w starorzecze Czarnej Hańczy. Nieraz na
swej drodze spotykaliśmy bobry. Pewnego dnia wybraliśmy się
aż do Dowspudy, by zobaczyć resztki pałacu Ludwika Paca, tego
od „wart Pac pałaca, a pałac Paca”. W sumie przejechaliśmy
ponad 500 km .
·
W pierwszy czerwcowy weekend (Boże
Ciało ) wybraliśmy się w okolice Poleskiego Parku Narodowego.
Rajd rozpoczęliśmy w Lublinie. Stamtąd pojechaliśmy do
Zaucza (muzem PPN z ekspozycją przyrodniczą i etniczną, m.in.
ogródek z żółwiami błotnymi). Zwiedziliśmy rezerwat
jeziora Moszne (długie, wąskie drewniane pomosty, biegnące
przez bagna), klasztor prawosławny w Jabłecznej, muzeum w
Sobiborze, podziemia kredowe w Chełmie. Byliśmy też w
Sosnowicy i Włodawie. Pokonaliśmy 337 km.
·
Pod koniec czerwca udało się nam zorganizować wypad
sobotnio-niedzielny do Wilgi. Z Pilawy, do której dojechaliśmy
pociągiem, przez Łucznicę (Dom Pracy Twórczej - wyroby
rękodzielnicze z wikliny i gliny), Osieck, Mariańskie Porzecze
(stary drewniany kościół z malowanym wnętrzem) dotarliśmy
do Wilgi. Następnego dnia odwiedziliśmy Lewików (kaskada wodna
nad rzeczką Promnik), Maciejowice (kościół i mauzoleum
Zamojskich), Podzamcze (ruiny zamku Maciejowskich).
·
Sierpień to wspaniała, kosztująca wiele trudu
jedenastodniowa wyprawa na Wolin i Bornholm (po 15 sierpnia
tańsze kwatery, ceny porównywalne do polskich; jedzenie i
kosmetyki zaś niezależnie od terminu dwa razy droższe niż w
kraju).
Na
wyspie Wolin przez 4 dni zobaczyliśmy:
o
Międzyzdroje (rezerwat żubrów), jeziora Warnowo i Czajcze
(starodrzew, a w nim piękne buki), Wisełkę i latarnię morską
na wzgórzu Strażnica ( malownicze trasy zjazdowe),
o
jezioro Szmaragdowe w Wapnicy (punkt widokowy na wzgórzu
Zielonka, skąd podziwialiśmy urodę zlewiska Świny i
Zalew Szczeciński) oraz dąb Wolanin.
Piątego dnia prom
Pomerania zabrał nas ze Świnoujścia do Ronne, stolicy
Bornholmu. Bazę wypadową założyliśmy jednak w mocno
pagórkowatej płn.-zach. części wyspy w osiedlu Skrubbekrak.
Odwiedziliśmy:
o
Olsker, Rutskirke, Nylars (charakterystyczne obronne
kościoły rotundowe powstałe w epoce romańskiej ),
o
Klemensker, Tejn, Allinge, Vang, Ro, Guhjem, Hasle (w tym
ostatnim miasteczku kilkakrotnie skosztowaliśmy ryb z miejscowej
wędzarni) oraz Aakirkeby (dawna stolica wyspy),
o
Hammeren (latarnia morska ), Hammershus (ruiny zamku),
o
Jons Kapel (80 metrowa skała schodząca wprost do morza),
o
Dondal (wąwóz i największy na wyspie wodospad, a w
pobliżu Kunst Muzeum),
o
Heligdomskliperne (wybrzeże klifowe),
o
Ro Plantage ( spory las z wielkimi jak na Bornholm
drzewami),
o
Ekodalen (wąwóz),
o
Svaneke (wytwórnia cukierków, w której można się
przyjrzeć procesowi ręcznego ich wytwarzania, a potem kupić
je w przylegającym doń sklepie; pokaz wyrobu szklanych
naczyń; wiatraki),
o
Helligpeder (malownicza droga nad samym morzem, a wzdłuż
niej maleńkie porty i wioski z domostwami stojącymi najwyżej
20 m od brzegu),
o
Ronne (muzeum Bornholmu).
Wspaniały ciepły
mikroklimat Bornholmu (owocujące drzewa figowe w przydomowych
ogródkach) kontrastuje z północnym, tak bardzo podobnym do
naszego krajobrazem. Piaszczyste plaże, mieszane lasy, rozległe
pola. Nie znaliśmy tylko skalistych wybrzeży, schodzących
wprost do przejrzystego morza. Największą frajdę sprawiła nam
jednak doskonale oznakowana sieć ścieżek rowerowych.
Po powrocie do
kraju, jeszcze przed wyjazdem ze Świnoujścia, wpadliśmy na
kilka godzin do Ahlbeck. Ten dziewiętnastowieczny nadmorski
kurort, niemal całkowicie już odnowiony, godny jest uwagi.
W sumie
przejechaliśmy ok. 550 km.
A
ponadto w każdy weekend włóczyliśmy się wokół
Warszawy.